Artur Augustyn: Liga niemiecka robi się coraz mocniejsza
Dodane przez Administrator dnia Maj 14 2013 11:25:14

Zespół Artura Augustyna minione rozgrywki w lidze niemieckiej zakończył na ostatnim miejscu, ale z racji na planowane powiększenie ligi drużyna utrzymała się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Niewykluczone, że nowy sezon polski siatkarz także spędzi w Niemczech.
Rozszerzona zawartość newsa

Zespół Artura Augustyna minione rozgrywki w lidze niemieckiej zakończył na ostatnim miejscu, ale z racji na planowane powiększenie ligi drużyna utrzymała się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Niewykluczone, że nowy sezon polski siatkarz także spędzi w Niemczech.



Po fazie zasadniczej CV Mitteldeutchland zajmowało siódme miejsce, jednak w decydującej fazie sezonu przyszedł kryzys i porażki z zespołem z Drezna oraz Netzhoppers KW-Bestensee i ostatnie miejsce.

Artur Augustyn: - W fazie zasadniczej uzbieraliśmy taki dorobek punktowy, że jeszcze klub nie miał takiego w swojej historii. Zabrakło nam niewiele, żeby grać w europejskich pucharach, a tak to wyglądało, że zespół z Drezna wygrał tylko chyba trzy mecze w sezonie i po prostu dobrze przygotował się do tych ostatnich meczów i nas ograł. U nas chłopcy mieli też niestety problemy ze zdrowiem, były problemy na przyjęciu, na ataku. Po prostu fizycznie nie wytrzymywali, bo mieli kontuzje.

Czy to właśnie te kontuzje były główną przyczyną tego, że tak to się zakończyło?

- Nie można też zwalać na kontuzje, bo z zespołem z Drezna powinniśmy wygrać grając nawet na jednej nodze. Było też złe przygotowanie taktyczne, po tych meczach zresztą trener został zwolniony. Ogólnie można powiedzieć zespół w miarę się pozbierał, bo już w przeciągu dwóch tygodni było widać, że gra wygląda już inaczej. Ciężko powiedzieć cokolwiek, dlaczego tak się stało.

Dla pana był to powrót do Bundesligi po przerwie spowodowanej występami w zespole Lotosu Trefla Gdańsk. Czy z perspektywy czasu nie żałuje pan tej decyzji?

- W lidze niemieckiej grałem już przed moją chorobą (nowotworową - przyp. red.), nawet w tym samym zespole. Już miałem z nimi szczegóły ustalone, ale dostałem telefon z Gdańska, gdzie pojawiła się możliwość grania. Chciałem spróbować. Miałem jednak potem już dogadany kontrakt w Niemczech, w Gdańsku były też problemy finansowe. Czapka z głów przed chłopakami, że osiągnęli sukces, jakim był awans do play-off. Ja wróciłem do Niemiec. Coraz mniej miejsca niestety jest powoli dla Polaków. Trzeba być chyba obcokrajowcem i chyba będę musiał zmienić nazwisko z Augustyn na Augustin.

W Niemczech występuje pan już z przerwami od 2005 roku. Jaka jest pańska opinia na temat zmian zachodzących w tej lidze? Ona ewaluuje, czy jednak poziom stoi w miejscu?

- Liga niemiecka z roku na rok robi się coraz mocniejsza, co pokazuje też przykład zespołu Berlin Recycling Volleys, który grał z Kazaniem w Lidze Mistrzów i tam było dwa razy po 3:2. Mają dobry zespół i w tym roku też wygrali mistrzostwo Niemiec. Liga się rozwija. Są trzy, cztery zespoły, które mają większe pieniądze niż np. mój zespół. U nas się stawia na zespołowość, drużynę i buduje się zespół na miarę możliwości.

W Bundeslidze występuje trzech Polaków. To chyba pomaga, że czasem możecie się spotkać i porozmawiać na obczyźnie po polsku.

- Dla mnie nie stanowi to problemu, ja jestem można powiedzieć człowiekiem, który tyle samo czasu grał w Polsce, co i tam. Dla mnie to nie ma różnicy. Chłopaki, którzy przyjechali mieli problemy z przystosowaniem się, bo to jest inna rzeczywistość. Przyjechali oni w młodym wieku, ja zresztą też miałem 22 lata, jak wyjechałem. Też mi się ciężko było dostosować, ale tak jest często. Mamy przykład Bartka Kurka, który wyjechał na obczyznę i był sam. Wydaje mi się, że to wszystko jest w głowie, żeby to udźwignąć.

Na pewno miał pan okazję śledzić PlusLigę. Jak pan ocenia minione rozgrywki?

- Jak miałem okazję, to z miłą chęcią oglądałem, śledziłem ligę polską na bieżąco. Miałem też możliwość obejrzenia meczów finałowych w Kędzierzynie-Koźlu, bo akurat aktualnie tam mieszkam. Pochodzę z Rzeszowa i moje serce było zarówno za Resovią, jak i ZAKSĄ. Nie było dla mnie różnicy, kto wygra. Chciałem po prostu zobaczyć dobrą siatkówkę. Wszyscy stawiali na Resovię, mieli stabilniejszy skład, dwunastu zawodników, gdzie każdy mógł jak to się mówi ciągnąć ten wózek w kierunku mistrzostwa Polski.

I jeszcze na koniec zapytam, co dalej? Wiadomo już cokolwiek na temat pańskich występów w nowym sezonie?

- Na razie jestem na słowo dogadany z moim klubem, ale jakieś rozmowy są. Nie ukrywam, że jeżeli się coś wydarzy i pojawi się jakaś ciekawa oferta np. z Polski to oczywiście rozważę taką możliwość.

źródło: siatka.org